Więc się pewnego dnia zachciało mi się wybrać do Wichorza, zobaczyć silosy. Pierwszego dnia plan był skromny i stał pod znakiem zapytania, albowiem pochmurno było. Lecz niewiele myśląc, zwinąłem sprzęt, kurtka na plecy, do auta i jedziemy w nieznane. Jako że życie miało inne plany to, o ile podczas jazdy było całkiem przyjemnie, pochmurno, ale przyjemnie, to już gdy podróż zbliżała się ku końcowi rozpętała się ulewa. Poczekałem chwilę w aucie, a może to tylko przelotny deszczyk i zaraz przejdzie. Deszczyk niestety przejść nie chciał, więc mówi się trudno. W tył zwrot i z podkulonym ogonem wracamy, przyjedzie się innym razem (czyli nazajutrz).
A nazajutrz
Następnego dnia myśląc już trochę więcej (sprawdziłem prognozę) ruszamy ponownie, tym razem szczęście dopisało i pogoda była naprawdę zacna. A dodatkowo na mapie zajarzyła się ikona zwiastująca inny opuszczony obiekt. Więc po pozwiedzaniu jednego, jedziemy do drugiego. A by było jeszcze weselej, to na jego terenie odbywał piknik historyczny. Na który się oczywiście wprosiłem. Z tego też miejsca pozdrawiam odwiedzających 🙂 (sam obiekt, do którego przybyłem, będzie wpisem następnym).
Silosy na kiszonkę
Niestety nie ma zbytnio o czym się na temat tego budynku rozpisywać. Sam budynek wzniesiony w roku 1935 był częścią majątku należącego w tym czasie do Hansa Henryka Loga, do jego rodziny te dobra należały od 1788 roku do końca II wojny światowej.
W silosach od czasu powstania przechowywano kiszonkę, a następnie służyły jako magazyn zbożowy. Tę funkcję pełniły jeszcze w roku 1997, tak by sugerowała założona w rzeczonym roku karta biała zabytku, która rzecze, iż „obecnie służą za magazyn zbożowy”.











… reposted this!
… liked this!
… reposted this!
… liked this!
… reposted this!